REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Idealny facet - czy ideały istnieją?

„On na pewno gdzieś istnieje” – myślimy sobie i nie zwracamy uwagi na naprawdę fajnych facetów w pobliżu. Czy warto czekać na księcia z bajki?

idealny facet fot. shutterstock.com

Gdybyś miała opisać cechy idealnego faceta dla siebie, Twoja lista byłaby znacznie dłuższa niż lista, którą zrobiłaby Twoja babcia czy prababcia. Nasze oczekiwania wobec potencjalnego partnera niesłychanie wzrosły w dzisiejszych czasach. Chcemy, żeby partner był naszą drugą połówką, a jednocześnie żeby był intrygująco od nas różny. Z jednej strony wrażliwy, romantyczny i opiekuńczy, a z drugiej nieodparcie męski. I oczywiście bardzo przystojny. Wysoki. Wysportowany. No, ideał, po prostu.

Mieć plan

Każdy coach to potwierdzi, że łatwiej nam osiągnąć cel, jeżeli mamy jasno określoną jego wizję. Jednak bardzo często okazuje się, że jeżeli chodzi o związki, wcale nie wiemy, co nas tak naprawdę uszczęśliwi. Jak czytamy w książce Dana Slatera „Love in the time of algorithms”, pierwsze portale randkowe szczyciły się posiadaniem doskonałych algorytmów dopasowania partnerskiego.

Na podstawie podanych przez użytkowniczkę kryteriów tworzono profil idealnego kandydata, a system wybierał z dostępnych zgłoszeń tych najbardziej zbliżonych do profilu. Ale okazało się, że to nie działa. Pary połączone w taki „zaawansowany technologicznie sposób” wcale nie tworzyły idealnych związków.

Spora część z nich nie dotrwała nawet do drugiej randki, bo zwyczajnie brakowało chemii. Po przeanalizowaniu rozbieżności między opisem idealnego partnera a cechami osoby, z którą ludzie faktycznie się wiązali, okazało się, że tak naprawdę bardzo niewiele wiemy o sobie i o tym, czego potrzebujemy. W każdym razie świadomie.

Bo znacznie trafniejsze (chociaż nie idealne) okazało się kryterium wyglądu. Patrzymy na kogoś i w ciągu dosłownie kilku sekund czujemy, że coś może z tego być. To nie oznacza, że jesteśmy powierzchowne, tylko że nie do końca uświadamiamy sobie, co nami kieruje.

REKLAMA

REKLAMA

relationshipgoals fot. shutterstock.com

Romantyczki.pl

Psycholodzy oraz feministki już od dawna ostrzegają przed zgubnym wpływem romantycznych bajek o księżniczkach i księciach na psychikę dziewczynek. Z grubsza chodzi o ładowanie twardego dysku naszej podświadomości nierealistycznymi oczekiwaniami odnośnie do związków, nas samych oraz tego, jak ma wyglądać życie.

I nie – etap czytania o księciu z bajki nie kończy się w przedszkolu. Wersją dla nastolatek są megapopularne powieści typu „Zmierzch”. Wersją dla całkiem dorosłych są komedie romantyczne oraz powieści dla kobiet. Ludzie podobno coraz mniej czytają, ale rynek takich powieści ma się świetnie.

Każdy nowy klon Bridget Jones znajduje czytelniczki skłonne uwierzyć, że mimo tego, że jesteś życiową pierdołą z nadwagą, to gdzieś tam czeka na Ciebie przystojny, szlachetny i bogaty Colin Firth. Badania wskazują, że nawet spora część zamężnych kobiet w głębi serca czeka na księcia z bajki, co, jak łatwo zgadnąć, nie służy ich związkowi.

REKLAMA

zakochana para zakochana para

On gdzieś jest!

Aziz Ansari w swojej świetnej książce „Modern romance – Miłość w czasach internetu”, bazując na licznych badaniach, tłumaczy, jak na nasze związki wpływa internet. Nigdy w historii ludzie nie dysponowali taką możliwością wyboru.

Chcemy sobie kupić botki na zimę? Mamy do dyspozycji setki modeli, z czego kilkanaście takich, które dokładnie spełniają nasze kryteria. Szukamy chłopaka? Mamy przecież setki znajomych na FB, spotykamy mnóstwo ludzi, mamy praktycznie dostęp przez portale społecznościowe do prawie każdej osoby na świecie.

ZOBACZ TEŻ: Flirt z Innym. Czy zawsze masz plan B?

Nasza babcia miała powiedzmy 5 facetów w otoczeniu, którzy spełniali kryteria (wolny, niepijący, pracujący). My mamy setki. A przynajmniej tak się nam wydaje. Amerykański psycholog Barry Schwartz w swojej znanej książce „Paradoks wyboru: dlaczego więcej znaczy mniej” wyjaśnia, że posiadanie możliwości wyboru jest niezbędne dla naszego poczucia wolności i autonomii, ale jednak zbyt wiele opcji wcale nas nie uszczęśliwia.

Ludzie dzielą się z grubsza na dwie grupy: maksymalistów i satysfakcjonalistów. Maksymalistki nie spoczną, zanim nie przeanalizują wszystkich dostępnych opcji i nie wybiorą najlepszej. Satysfakcjonistki odpuszczają, gdy już znajdą coś, co uznają za „wystarczająco dobre”.

Badania wskazują, że maksymalistki zazwyczaj zdobywają lepszą pracę, jeżdżą na lepsze wakacje, wiążą się z partnerami, mającymi wyższą pozycję. Ale czy są dzięki temu szczęśliwsze niż satysfakcjonistki? No, nie.

Satysfakcjonalistki umieją się cieszyć z tego, co mają, podczas gdy maksymalistki wciąż martwią się, czy przypadkiem gdzieś tam nie czeka nas nie coś lepszego. I tak właśnie w pogoni za nieistniejącym ideałem można przegapić całe życie.

WH 03/2017

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
apothekegenerika.com

antibioticlistinfo.com/

www.canadianpharmlist.com/