REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Przetworzone jedzenie, czyli jakie? [4 grupy produktów]

Coraz częściej słyszymy ostrzeżenia przed przetworzoną żywnością, ale przecież prawie wszystko, co leży na sklepowych półkach, jest w jakimś stopniu przetworzone. I to właśnie zakres ingerencji jest kluczem - opracowana przez naukowców klasyfikacja NOVA pomoże Ci zidentyfikować najbardziej niebezpieczne produkty.

sztuczne jedzenie Czy wiesz, co jesz?

Przetwarzanie żywności zaczęło się w zamierzchłej przeszłości, bo przecież pieczenie na ogniu, solenie, fermentowanie, wędzenie, suszenie na słońcu, czyli najstarsze metody przedłużania trwałości jedzenia, to właśnie nic innego, jak jej przetwarzanie. A jednak ludzkość nie cierpiała wtedy na choroby cywilizacyjne, które trapią teraz dużą część świata. Ich gwałtowne rozprzestrzenianie nałożyło się dopiero na odbywający się w ostatnich dziesięcioleciach okres intensywnego rozwoju przemysłu spożywczego oraz metod masowego wytwarzania żywności. Oczywiście nie będziemy przekonywać Cię, że musisz założyć za domem warzywny ogródek, a w szopie trzymać kurę i krowy. To wcale nie jest tak, że wszystko, co leży na sklepowych półkach, jest wcielonym złem.

Cztery kategorie

Jak jednak odróżnić produkty nieszkodliwe od tych, które mogą źle wpłynąć na zdrowie? Żeby nie trzeba było wybierać się na zakupy z dyplomowanym dietetykiem, naukowcy opracowali klasyfikację NOVA, która dzieli żywność na cztery kategorie:

  1. Pierwszą tworzy jedzenie nieprzetworzone lub przetworzone minimalnie, pochodzenia zwierzęcego (np. mięso, ryby, jaja, mleko) i roślinnego (np. orzechy, nasiona, owoce, warzywa). Może być poddane takim procesom, jak: usuwanie niektórych części, suszenie, dzielenie na części, filtrowanie, pieczenie, gotowanie, mrożenie, chłodzenie, pasteryzacja czy fermentacja bez udziału alkoholu. Ich celem jest przeważnie przedłużenie trwałości jedzenia i zapewnienie bezpieczeństwa (w końcu najważniejsze jest to, żebyś się nim nie zatruła, co było kiedyś ogromnym problemem) bez wpływania na jego właściwości lub smak.
  1. W drugiej grupie znalazły się przetworzone składniki kulinarne otrzymane z pozycji z grupy pierwszej, często po to, aby poprawić smak żywności. Właściwie nie jada się ich samodzielnie. Przykłady? Sól, cukier, miód, olej roślinny, masło albo skrobia wytworzona z kukurydzy czy innych roślin.

    ZOBACZ TEŻ: Niecodzienne kiszonki
  1. Grupa trzecia to już żywność przetworzona. To jednak wciąż dość proste produkty, mające krótką listę składników, które powstają przez dodanie substancji z grupy drugiej do produktów z pierwszej, żeby przedłużyć ich trwałość albo poprawić smak. Tu znajdą się na przykład warzywa w puszkach, solone orzechy czy nasiona, peklowane i wędzone mięsa, owoce w syropie albo pieczywo.
  1. No i na deser dochodzimy do grupy czwartej, czyli żywności wysokoprzetworzonej. To właśnie ją uważa się za najbardziej szkodliwą. Oprócz soli, cukru czy tłuszczu na długiej liście dodatków do jedzenia należącego do tej kategorii pojawiają się barwniki, stabilizatory, aromaty, słodziki, konserwanty i cały ten sztuczny arsenał współczesnego przemysłu spożywczego. Zawierają składniki wyekstrahowane z żywności, np. laktozę, kazeinę, gluten, maltodekstrynę czy syrop glukozowo-fruktozowy. Są poddawane takim procesom, jak: nasycanie dwutlenkiem węgla, utwardzanie, zwiększanie masy i objętości, dodawanie środków przeciwzbrylających czy emulgatorów.

Wszystkie te elementy trafiają do jedzenia ze względu na wymogi współczesnego handlu, żeby dostarczyć Ci jak najtańsze produkty, wygodne w codziennym użytkowaniu, praktycznie gotowe do spożycia, na dodatek mające termin przydatności do spożycia liczony w miesiącach. Jak się zapewne domyślasz, autorzy klasyfikacji zalecają, żeby produktów wysokoprzetworzonych w ogóle nie jeść, bo badania pokazują związek żywności przetworzonej z nowotworami oraz otyłością. W idealnym świecie nie bralibyśmy ich do ust, ale żyjemy tu i teraz, więc powiedzmy, że wystarczy, jeśli będziemy starali się jak najmocniej je ograniczać.

Składniki do odstrzału

„Na liście wielu produktów można znaleźć syrop glukozowo-fruktozowy, który, jak się przypuszcza, odpowiada za falę otyłości. Zawarta w nim fruktoza (ok. 55%) po spożyciu prawie natychmiast zamienia się w tłuszcz. W badaniach prowadzonych na szczurach potwierdzono, że dodatek do karmy wolnej fruktozy generował podwyższony poziom trójglicerydów, a w dłuższej perspektywie także zapalenie i stłuszczenie wątroby” – ostrzega dr Marek Szołtysik, technolog żywności z Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

ZOBACZ TEŻ: Czy mrożone owoce i warzywa tracą właściwości?

Kolejnym składnikiem, który powinniśmy ograniczać, jest zawarty w peklowanych kiełbasach i szynkach azotyn sodu. „Jego główną funkcją jest zabezpieczenie przed rozwojem pałeczki jadu kiełbasianego, czyli bakterii wytwarzającej silną neurotoksynę, której spożycie paraliżuje układ nerwowy i może prowadzić do śmierci. Z jednej strony do tej pory nikt nie wymyślił lepszego sposobu eliminowania tego zagrożenia, a z drugiej spożywanie sporych ilości wędlin z tym konserwantem może prowadzić do powstawania nowotworów. Aby się przed tym ustrzec, należy ograniczyć spożycie peklowanych wędlin lub samodzielnie upiec mięso” – radzi dr Szołtysik.

Bez żadnej litości powinnaś też być dla tłuszczów trans, na opakowaniach opisywanych jako utwardzone albo częściowo utwardzone, które bez najmniejszych wątpliwości poważnie szkodzą zdrowiu. Uważaj też na fosforany, które zaburzają wchłanianie wapnia. Minimalizuj słodziki, bo zaburzają odczuwanie słodkiego smaku, przyzwyczajając nas do poziomu słodyczy o wiele wyższego niż w przypadku zwykłego cukru.

Bez przesady

Nie popadajmy przy tym w fanatyzm: nie każde E na opakowaniu oznacza, że produkt powinien pozostać na sklepowej półce. Wiele z nich – na przykład E 100 ryboflawina, E 406 agar, E 414 guma arabska, E 440 pektyna czy E 300 kwas askorbinowy – to bezpieczne i naturalne substancje. Staraj się jednak ograniczać ogólną ilość sztucznych dodatków do żywności, bo w masie mogą już przynosić negatywny efekt. „Każdy z tych składników bada się z osobna, ale nie wiemy, jakie zachodzą między nimi interakcje. Biorąc pod uwagę ilość możliwych kombinacji, jest to w praktyce nie do określenia. A przecież mogą one także wchodzić w reakcje z lekami, których używamy coraz częściej. Lepiej więc dmuchać na zimne i starać się wybierać możliwie naturalne jedzenie” – uważa dr Szołtysik.

To oczywiście wcale nie znaczy, że musisz jeść drogo i ekologicznie. Nie ma przekonujących dowodów naukowych, że taka żywność jest dużo bardziej korzystna dla zdrowia. Wystarczy, że poświęcisz na zakupach trochę czasu i uważnie sprawdzisz etykietę każdego produktu, który masz zwyczaj wkładać do koszyka. Pamiętaj o klasyfikacji NOVA i staraj się, by był on wypełniony głównie produktami z pierwszej i drugiej grupy. Wtedy nie będziesz miała powodu, żeby przejmować się wynikami badań. I tych naukowych, i tych Twoich – kontrolnych.

CZYTAJ TAKŻE: 5 metod, które nie pomogą w odchudzaniu.

 


Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA