REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Jak uratować świat [rewolucja w mikroskali]

Mówią, że świata nie zmienisz? Pewnie nie, ale możesz sprawić, że dla kilku istot będzie przyjaźniejszym miejscem do życia.

Ty też możesz ratować świat. Nawet w mikroskali.

Każda z nas miewa od czasu do czasu chwile refleksji nad światem i z reguły dochodzi do smutnego wniosku, że coś jest z nim mocno nie tak. Wojny, zatrucie środowiska, pedofilia, chemia w jedzeniu, konające na plażach wieloryby, głodujące dzieci w Afryce, przestępczość, zagrożenie czyhające na każdym kroku. Jak z tym żyć?

Strategia przetrwania

Jedną z najpopularniejszych strategii przetrwania w tym strasznym świecie jest ograniczenie dopływu nieprzyjemnych bodźców. Po prostu nie oglądamy telewizji, bo jest głupia i źle świadczy o stanie zdrowia psychicznego ludzkości (w sumie trudno się nie zgodzić, jeżeli człowiek nawet pobieżnie przejrzy podstawowy repertuar wszystkich TV na świecie, czyli reality show). Nie oglądamy wiadomości, bo newsy stresują (no pewnie, że stresują, skoro tradycyjnie bazują na katastrofach, wypadkach śmiertelnych, wojnach i szaleństwach ludzi, od których zależą losy świata).Na mediach społecznościowych mamy zalajkowanych dziesiątki takich jak my – oderwanych od rzeczywistości Królewień Śnieżek, które dzielą się w sieci swoimi stylówkami, zabawnymi (wrrrr) memami i fotkami kotów, które potrafi ą zrobić dzień każdemu, nawet największemu ponurakowi.

Strategia desperacka

Można też kompletnie się podłamać. Skoro jest tak strasznie dookoła, to cóż ja mogę zrobić? Przecież nie powstrzymam wojen, nie wyjaśnię ISIS, że źle robi, mordując ludzi, nic nie zdziałam w sprawie wycinania lasów, które są schronieniem poczciwych orangutanów. A z plastikiem to już chyba sprawa przegrana, skoro każdą najmniejszą rzecz producenci pakują w plastik, który podobno rozkłada się 500 lat albo wcale. Zagłada świata jest bliska (zresztą co chwila w sieci ktoś publikuje jakieś katastroficzne przepowiednie świętej Perpetui czy jakiejś innej, albo naukowców z NASA) i cóż my, małe żuczki, możemy na to poradzić? Takie widzenie świata może prowadzić prostą drogą do bractwa preppersów, którzy uznając za pewnik, że koniec naszego świata zbliża się wielkimi krokami, postanawiają jakoś przetrwać zagładę: wykopać schronienie, zgromadzić zapasy i wyłonić się ze schronu w nowym, lepszym świecie, pozbawionym tych wszystkich kretynów niszczących Ziemię

Tak im kliknę, że popamiętają

Część wrażliwych ludzi, korzystających z mediów społecznościowych, ma jednak sposób na ratowanie świata. Jest to kliknięcie w lajka pod postami dotyczącymi jakichś istotnych problemów świata współczesnego. Można też post udostępnić, dodać znaczek na zdjęciu profilowym (np. Ratujmy Puszczę, Czarny Protest itp.) albo na znak współczucia kolory flagi kraju, w którym coś strasznego się stało. I już człowiek ma poczucie, że coś dobrego zrobił dla ludzkości. Oj, wiem, wszyscy to robimy. Ale, jak się okazuje, to zjawisko ma już swoją nazwę, i to wcale nie pochlebną. Slaktywizm, bo tak się o tym mówi, jest połączeniem wyrazów slacker, czyli leń, i activism. Oznacza właśnie taką kanapową aktywność. Siedząc sobie w ciepłym domu, udostępniamy post o szczeniakach, znalezionych w zawiązanym worku w lesie, i już czujemy się lepiej. Albo zamieszczamy ikonkę z łezkami pod zdjęciem rannych dzieci w Syrii. Slaktywizm to namiastka aktywności – oszukujemy samych siebie, że coś robimy. Pokazujemy się naszym wirtualnym znajomym jako osoba zaangażowana, wrażliwa i przejęta sprawami świata. A w rzeczywistości jedyne, co robimy, to ruch palcem. Często takie posty obliczone na wzbudzanie współczucia wrzucają tzw. farmy zasięgu. Zamiast bezmyślnie lajkować, lepiej sprawdzić, czy ktoś nie robi nas w bambuko.

Ale, z drugiej strony, nie potępiajmy w czambuł takiego rodzaju uczestnictwa. W końcu jeden klik to, na przykład, jeden podpis w petycji w istotnej dla nas sprawie. Jeden klik to rozpowszechnienie informacji wśród 210 naszych znajomych, a być może i znacznie więcej, jeżeli oni jednym klikiem zdecydują się udostępnić naszego posta wśród swoich znajomych (prosty rachunek: 210 x 210 i już w jednej chwili potencjalnie możemy mieć 44 100 poinformowanych osób, które dowiedzą się o problemie). Szerowanie to też stwarzanie pewnej mody na działanie w konkretnej sprawie we własnym środowisku. Myślicie, że moda to targowisko próżności? Może i tak, ale przy okazji wielki potencjał dla działań charytatywnych i proekologicznych. Anja Rubik przyłącza się do akcji „Nie używaj słomek” i już akcję podejmują inne celebrytki, a za nimi zwykłe dziewczyny. Coś się dzieje i chociaż wygląda niepozornie, jest to pożyteczny ruch.

Jest nadzieja

Mamy dla Was dwie dobre wiadomości. Po pierwsze, ze światem wcale nie jest tak źle i wszystko wskazuje na to, że jeszcze trochę poistnieje. A po drugie, że możesz coś zmienić. Pewnie, że sama jedna świata nie zbawisz, ale nawet drobne działania mogą trochę go poprawić. Rozejrzyj się. Oprócz okropnych wiadomości o wojnach, tragediach i katastrofach, mamy też mnóstwo pozytywnych historii o różnych ludziach, którzy robią wspaniałe rzeczy. Tylko media niechętnie o tym piszą. Zastanów się, co Cię najbardziej wkurza albo martwi, i spróbuj zrobić coś choćby na małą skalę. Ogłoś pomysł w mediach społecznościowych, a może przyłączą się do Ciebie inni. Denerwują Cię śmieci w pobliskim parku? Weź rękawiczki, reklamówkę i pozbieraj je. A potem wrzuć fotki na osiedlowe konto na FB. Smuci Cię los starszych, samotnych ludzi? Zainicjuj akcję „zadbajmy o naszych sąsiadów” i zacznij od tego, że zrobisz starszej sąsiadce zakupy. Gdy zacznie się działać, pomysły same się pojawiają.

Zobacz też: Zarządzanie czasem – efektywne metody organizacji pracy i obowiązków

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA