REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Dlaczego warto być dobrym człowiekiem?

Bycie dobrym człowiekiem nie oznacza rozczulania się, słabości i pozwalania innym wchodzenia sobie na głowę. Przeciwnie. Prawdziwie dobrzy ludzie muszą być silni, bo dobroć wymaga aktywności.

ludzie trzymający się za ręce Osoby, które pomagają innym, mają niższy poziom hormonu stresu.

Przypomnij sobie, czego rodzice Cię uczyli, kiedy byłaś dzieckiem. Na przykład, że nie należy się spóźniać, że trzeba myć po sobie wannę, dotrzymywać słowa, nosić ciepłe majtki w zimie, a przede wszystkim, że trzeba być dobrą dziewczynką. Być może obecnie jesteś na etapie buntu i bycie „dobrą dziewczynką” kojarzy Ci się z patriarchalną opresywnością. Ale uwierz: bycie dobrym człowiekiem jest najlepszą wskazówką, jaką można się kierować w życiu.

Poza własny pępek

Obecnie mnóstwo ludzi tzw. Poszukujących wkręca się w jakąś formę rozwoju duchowego. Praktykuje jogę, medytację, mindfullness, czyli sztukę uważności. Generalnie chodzi o to, aby zatrzymać się w życiowej gonitwie, zwrócić uwagę na otaczające nas rzeczy, zachwycić się wschodem słońca, śpiewem ptaków czy tańcem chmur. Skupić uwagę na swoim wnętrzu, próbować nazwać swoje odczucia, przyjrzeć się swoim myślom. Taka praktyka, nazwijmy ją medytacyjną czy relaksacyjną, ma udowodniony, pozytywny wpływ na nasze zdrowie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Jednak coraz więcej podnosi się głosów, że buddyzm przeflancowany na grunt krajów Zachodu nie jest dokładnie tym, czym powinien być. Adepci praktykują koncentrowanie się na sobie, na swoich myślach i odczuciach, a zupełnie zapominają o innych ważnych buddyjskich cnotach, takich jak bezinteresowność, życzliwość czy współczucie dla wszystkich żyjących istot.

„Uważność bez uwrażliwienia na innych nie ma sensu”– mówi nauczyciel medytacji Shamash Alidina. Co więcej, praktykowanie w ten sposób przynosi naszej psychice więcej szkody niż pożytku, zwłaszcza jeżeli masz tendencję do popadania w narcyzm. Naukowcy z uniwersytetu w Amsterdamie dowiedli, że praktykowanie uważności sprawia, że ludzie zaabsorbowani sobą stają się jeszcze bardziej egocentryczni. Lepiej zamienić słowo „uważność” na „życzliwość” – To przybliży nam ideę praktyki medytacji. Bo przecież nie chodzi o to, aby wpatrywać się we własny pępek, nabierając przekonania, że jesteśmy najważniejszą osobą na świecie. Wręcz przeciwnie: medytujący buddyści osiągają stan, w którym odczuwają łączność ze wszystkimi istotami. Życzliwość i dobroć w naturalny sposób wynikają z tego odczucia. I współczucie, które przecież oznacza współodczuwanie.

Dobro wraca

Tak się mówi i zazwyczaj traktujemy to jak pobożne życzenie. Ale w przypadku aktywnego praktykowania życzliwości, czyli niepoprzestawania na wzruszaniu się dolą innych, ale też pomagania innym, nagroda jest niemal natychmiastowa. Badania prowadzone w wielu bardzo odmiennych kulturowo krajach – takich jak USA, Tajwan czy Izrael – wykazały, że pomaganie innym jest dobroczynne zarówno dla naszego ducha, jak i ciała. Wolontariusze żyją dłużej i są to mierzalne wartości. Działanie na rzecz innych ludzi pod względem korzyści zdrowotnych można porównać do zmiany trybu życia na bardzo, ale to bardzo zdrowy. Dobroczyńcy nie tylko są zdrowsi i odporniejsi, ale także lepiej funkcjonują psychicznie, rzadziej cierpią na depresje czy stany lękowe

Ciało...

Podejmując pracę w charakterze wolontariuszki, na przykład w pobliskim domu dziecka czy schronisku dla psów, obniżasz ryzyko śmierci aż o 24% w porównaniu do swoich bardziej egoistycznych koleżanek. Oczywiście, pod warunkiem że robisz to z potrzeby serca, a nie po to, aby dostać punkty w CV. Obliczono, że wolontariusze spędzają w szpitalu o 38% mniej dni niż wynosi średnia. Warto dodać, że słowo „wolontariusze” używane jest tutaj jak pewne uogólnienie. Nie trzeba koniecznie pracować w hospicjum – liczą się też codzienne miłe gesty w stosunku do innych ludzi, jak na przykład robienie zakupów chorej sąsiadce, bezinteresowna pomoc w lekcjach synowi koleżanki itp. Wszystko to przekłada się na pozytywne zmiany w organizmie – niższe ciśnienie krwi, niższy poziom cholesterolu, większa odporność na choroby zapalne i auto-immunologiczne. Nawet zęby i dziąsła dobrych ludzi są w lepszym stanie

...i dusza

Pozwólcie mi tutaj podzielić się swoim doświadczeniem. Jakieś dwa lata temu miałam kiepski czas. Właściwie to był epizod depresyjny połączony z pewnym maniactwem. Budziłam się rano w podłym nastroju i od razu robiłam sobie zdjęcia swojej twarzy, która wydawała mi się odrażająca, z każdym dniem coraz gorsza. Codziennie dokumentowałam to zapadanie się w swoje mroki, aż pewnego pięknego dnia zostałam niejako zmuszona do wzięcia pod opiekę psa przybłędy. Nie udało mi się wykręcić, bo w depresji człowiek jest zbyt słaby, żeby wykazać się asertywnością. No więc pojawił się pies z problemami, który wymagał opieki i troski. I wszystko się zmieniło. Nie miałam czasu na poranne użalanie się nad sobą, bo przecież pies musi iść na kupkę, potem trzeba go wytrzeć z błota, a potem musi zjeść. W ogóle nie miałam czasu na zastanawianie się, bo opiekowałam się psem. I, wierzcie lub nie, ale mój dół psychiczny przeszedł jak ręką odjął.

To zjawisko opisała Stephanie Brown – prof. psychiatrii z Uniwersytetu Stony Brook w Nowym Jorku. Gdy widzimy kogoś, kto wymaga pomocy, w organizmie uruchamia się tzw. system opiekuńczy. Wydzielają się takie hormony, jak oksytocyna czy progesteron, które wyciszają stres i dodają nam sił potrzebnych do opieki nad potrzebującą nas istotą. To dlatego ludzie, którzy zajmują się działaniem na rzecz innych, mają niższy poziom hormonów stresu. Poza tym udowodniono, że nawet jednorazowy akt dobroci wyzwala w organizmie dopaminę – hormon dobrego nastroju. Wniosek z tego płynie taki, że przekierowanie uwagi ze swojego pępka.

Czytaj też: Historie 2 Polek, które od marzeń przeszły do działania

 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA